Jedna z najczęściej wymienianych wad produkowanej współcześnie żywności to wysokie nasycenie części wyrobów środkami chemicznymi. Chemia jest zresztą nieodłączną towarzyszką przemysłu spożywczego. Wszystko, co jemy jest w pewnym sensie chemiczne, albowiem smaki i aromaty (również te całkiem naturalne) powstają w wyniku rozmaitych reakcji. Problem zaczyna się wtedy, gdy rozliczne preparaty dodawane do jedzenia zaczynają w nim dominować i decydują o tym, jak smakuje dana potrawa. Dotyczy to szczególnie bogatego w propozycje segmentu dań gotowych oraz wszelkich rzeczy w proszku – głównie sosów, zup oraz przypraw typu Vegeta. Stanowią one niemały rynek, więc uciec od nich przeciętnemu konsumentowi trudno. Generalnie można przyjąć, że im mniej dodatków syntetycznych w żywności, tym lepiej.

Najpewniejsza gwarancja takiego stanu rzeczy to przyrządzanie wszystkich potraw samodzielnie od podstaw. Kwestią otwartą pozostają surowce. Jaką faktycznie mamy pewność, że mięso czy jarzyny, które kupiliśmy w markecie czy małym sklepie nie są w skrytości faszerowane chemią? Możemy ufać konkretnym dostawcom, ale z zaufaniem w naszym społeczeństwie bywa krucho. Czy lepiej będzie zwyczajnie nie demonizować chemii? Sosy i zupki z paczki z glutaminianem sodu nie zachęcają. Ten wzmacniacz smaku spotkać można bardzo często i z reguły jest on sztucznego pochodzenia. Istnieją jednak odmiany naturalne – pozyskiwane z wodorostów lub buraków, ale są znacznie droższe i rzadziej stosowane. Z kolei sztuczne konserwanty (zwłaszcza benzoesan sodu i sorbinian potasu) są konieczne, aby niektóre produkty po dłuższym czasie nadawały się do spożycia.

http://bumitech-posadzki.pl/posadzki-chemoodporne/